Odprowadziłem wzrokiem jej szefa do drzwi, skąd się biorą takie nieprzyjemne typki? Wziąłem łyk napoju po czym wstałem i chwyciłem za zmiotkę.
- Pomogę. - uśmiechnąłem się lekko widząc jej minę.
Widziałem że jest zmęczona, sam pewnie też bym był. Razem dość szybko wszystko wysprzątaliśmy, zostało parę typków, Lily próbowała ich wyrzucić, jednak jedynie ją wyśmiali.
- Nie wyraziła się jasno? Trzeba do was jak do psów? - stanąłem koło niej. - Wypad. - warknąłem.
Jeden z nich spojrzał na mnie, szepnął coś do drugiego i wszyscy wyszli. Dziewczyna poszła pomyć szklanki a ja wycierałem stoliki.
Lily?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz